Ogólnopolski Marsz Niezadowolenia – nasze spojrzenie
27 września 2025 roku w Warszawie odbył się Ogólnopolski Marsz Niezadowolenia, zorganizowany przez Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ). Było to jedno z największych pracowniczych wydarzeń tego roku, które miało ukazać jedność i determinację ludzi pracy wobec braku działań ze strony rządu. Protest rozpoczął się o godzinie 12:00 przed siedzibą OPZZ przy ul. Kopernika 36/40 i zakończył około godziny 15:30 na Placu Zamkowym. Trasa marszu wiodła przez najbardziej reprezentacyjne ulice stolicy – od Świętokrzyskiej po Krakowskie Przedmieście.
W wydarzeniu uczestniczyło ponad 10 000 osób z różnych branż i sektorów – od edukacji przez górnictwo, przemysł, transport, aż po handel. Pokazuje to skalę niezadowolenia społecznego i narastającej frustracji wobec władzy, która od miesięcy ignoruje postulaty ludzi pracy.
Postulaty, które dotyczą nas wszystkich
Marsz nie był jedynie symbolicznym spacerem ulicami Warszawy. Był wyraźnym i gorącym apelem o: wyższe płace, adekwatne do rosnących kosztów życia, krótszy czas pracy, bezpieczeństwo zatrudnienia, sprawiedliwą transformację ekologiczną, lepsze usługi publiczne, emerytury stażowe, efektywne sądy pracy, mieszkania dla pracowników.
Dodatkowo krytykowano projekt budżetu na 2026 rok, który w żaden sposób nie odpowiada na potrzeby pracowników sektora publicznego – grupy, która od lat jest spychana na margines.
Do Premiera została złożona petycja z żądaniem natychmiastowych działań. Zwrócono w niej uwagę nie tylko na dramatyczną sytuację w sektorze publicznym, ale także na zagrożenia stojące przed metalurgią, koleją czy branżą automotive – filarami polskiego przemysłu.
Głos organizatorów i polityków
Przewodniczący OPZZ, Piotr Ostrowski, mówił wprost:
„Dzięki pracownikom ten kraj się rozwija, idzie naprzód i może pochwalić się sukcesami. Niestety, Premier o nas zapomniał.”
Wsparcie dla marszu płynęło także z zagranicy – między innymi od belgijskiego związku FGTB. Na scenie krajowej głos zabrał Adrian Zandberg, współprzewodniczący Partii Razem, zapowiadając złożenie poprawki budżetowej zakładającej 10% podwyżkę dla pracowników sektora publicznego.
Nasz udział – rozczarowanie i żal
Tutaj musimy się zatrzymać. Pomimo wielkiego rozmachu wydarzenia i tysięcy uczestników na ulicach Warszawy, nasz udział – jako regionu – wypadł blado. Pomimo przygotowań i zorganizowanego transportu z Wejherowa przez Gdynię,Gdańsk, Nowy Dwór Gdański, na miejscach zbiórki pojawiła się jedynie garstka osób.
Jest prawdą, że był to dzień sobotni, a obowiązki rodzinne i prywatne zatrzymały wielu w domach. Jednak czy właśnie tego nie oczekuje od nas rząd? Abyśmy pozostali bierni, zajęci codziennością, podczas gdy nasze sprawy będą spychane na dalszy plan?
Musimy powiedzieć to otwarcie: to nas boli. Boli, że pomimo świadomości powagi problemów w branży, nie potrafiliśmy się liczniej zmobilizować tam, gdzie waży się przyszłość świata pracy.
Konsekwencje braku frekwencji:
Brak silnej reprezentacji naszego regionu ma poważne konsekwencje. Po pierwsze – nasz głos był słabiej słyszalny. Po drugie – osłabiło to obraz jedności pracowników Pomorza. Po trzecie – pokazało, że łatwo można podzielić i rozproszyć nasze środowisko, jeśli nie umiemy się zjednoczyć w kluczowych momentach.
W efekcie może to prowadzić do dalszego marginalizowania naszych postulatów, braku realnego nacisku na władze oraz utraty wiarygodności w oczach innych branż i regionów, które potrafiły się zmobilizować.
Marsz był ważny, ale dla nas stał się także bolesną lekcją. Pokazał, że nawet najlepsza organizacja i przygotowanie nie zastąpią zaangażowania każdego z nas. Jedynie liczna i solidarna obecność przekłada się na realną siłę i możliwości zmian. W przeciwnym razie nasze żądania pozostaną jedynie zapisami na papierze, a nie siłą, z którą trzeba się liczyć.
Mamy żal, ale również świadomość, że nic nie jest stracone. To od nas zależy, czy kolejne wydarzenia będą wyglądały inaczej. Następnym razem musimy być liczniejsi. Musimy pokazać, że Pomorze potrafi stanąć na wysokości zadania, nie boi się trudnych decyzji i potrafi mówić jednym głosem.
Bo stawką nie jest tylko obecność na jednym marszu. Stawką jest przyszłość nas wszystkich – naszych miejsc pracy, rodzin i naszej godności.
Jacek Rosengart





